Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek

Godziny otwarcia:

GDAŃSK
poniedziałek 12:00 - 20:00

wtorek 12.00-18.00
środa 12:00-18:00
czwartek 12:00 - 18:00

Adres: ul. Gdyńskich Kosynierów 11

Telefon kontaktowy 512 949 109

Kalendarz wydarzeń
Pełny kalendarz >
Bezpłatne kursy języka polskiego
Bezpłatne kursy języka polskiego
Aktualności | Trójmiasto
Dodał: |

/ fot.: Lukasz Dejnarowicz /FORUM

Debatę publiczną w Polsce na temat uchodźców kształtuje wiele czynników od partykularnych interesów partyjnych, przez różne warianty mowy nienawiści, po budowanie atmosfery zagrożenia i strachu. 

To co łączy te narracje można nazwać: polityką tożsamości; pytanie o to: „Co robić ?” zajmuje bardziej podstawowe pytanie o to „Kim jesteśmy?”. To pytanie po raz pierwszy zostało wyartykułowane w pisanej na zamówienie amerykanów książce Huntingtona „Zderzenie cywilizacji”. Obecnie odpowiedź na pytanie: „Kim jesteśmy?”, zajęła centralne miejsce w debacie publicznej – każde państwo udziela odpowiedzi. Odpowiedź musi zawierać określenie własnej tożsamości kulturowej, która wyznacza miejsce w polityce międzynarodowej, przyjaciół i wrogów.

W ostatnich miesiącach wyraźnie mogliśmy odczuć zaostrzenie się ksenofobicznego dyskursu i narastanie nastrojów nacjonalistycznych w Polsce. Z raportu prokuratury krajowej (oraz MSWiA i mniejszości narodowych) dotyczącego przestępstw z nienawiści wynika, , że lawinowo wzrosła liczba postępowań (2015 r. - 1548 prowadzonych spraw, w 2014 r. - 1365, w 2013 r. - 835, w 2012 r. - 47).

Dyskurs nacjonalistyczny wzmacnia reprodukcję narodu jako wyjątkowej wspólnoty wyobrażonej, oparty na doświadczeniu homogeniczności własnej grupy, pozwala na zaimportowanie obecnej od lat 80’ na zachodzie konstrukcji muzułmana jako cywilizacyjnego zagrożenia. Niemniej gruntem umożliwiającym dokonanie recepcji muzułmanów jako wroga polskiego narodu, jest obecny w polskim społeczeństwie antysemityzm. Antysemityzm, który został uśpiony i wyparty ze społecznej świadomości. Mimo wysiłku  wkładanego w zapominanie, z jakichś powodów w wywołanej w Polsce panice moralnej wobec imigrantów, pojawiają się Żydzi. Na protestach antyimigranckich palona jest kukła przedstawiająca Żyda, na marszach ONR-u tłum nawołuje do wieszania na drzewach syjonistów, czy też „Do Rzeczy” publikuje okładkę nawiązującą do przedwojennego antysemityzmu. Zresztą to nie pierwszy tego typu przypadek, wystarczy przypomnieć okładkę „W sieci”, przedstawiającą gwałconą kobietę z tytułem „Islamski gwałt na Europie”, która jest kalką z przedwojennej antysemickiej propagandy.

Aby zrozumieć trajektorie kierunku w jakim podąża polska debata dotycząca imigrantów i uchodźców, musimy zastanowić się na społecznym wymiarem takich zjawisk jak mowa nienawiści, wiktymizacja oraz konstruowane kozła ofiarnego.

W kwietniu 2016 roku na Uniwersytecie Gdańskim odbyła się konferencja „Patologie Współczesnego Świata. Imigranci - ofiary czy sprawcy patologicznych procesów współczesnych?”.  W tym samym miesiącu sejm przyjął uchwałę w sprawie polityki imigracyjnej Polski, w której sprzeciwiono się przyjmowaniu uchodźców i mechanizmowi relokacji. W uzasadnieniu uchwały mogliśmy przeczytać, że postawa polskiego rządu spowodowana jest przez „rosnące napięcia społeczne, których przyczyną jest nadmierna fala migracji z Bliskiego Wschodu do Europy”. Warto przyjrzeć się tym konstrukcjom uzasadnień i zastanowić się, czy nie są one jedynie bardziej subtelnymi wariacjami hasła „Witajcie w piekle zbłąkane owieczki”, które mogliśmy w ostatnich miesiącach oglądać na marszach przeciwko wpuszczaniu imigrantów. Zwracam uwagę na te przypadki, bo mamy w nich do czynienia z czymś więcej niż, że zwykłem ulicznym czy też politycznym populizmem. W sytuacji, kiedy tworzymy jest sojusz wiedzy i władzy, widzimy jak na naszych oczach rodzą się w Polsce elity symboliczne, które starają się reprodukować homogeniczną  wizję narodu opartą na pogardzie i lęku wobec wyobrażonego obcego.

Trudno zgodzić się wyjaśnieniem organizatorów konferencji, jakoby włączając imigrantów w ramy współczesnych procesów patologicznych chcieli dokonać tylko prowokacji (bo takie wyjaśnienie podają). Z tego samego rodzaju mirażem pojęciowym mamy do czynienia w anty-uchodźczej uchwale polskiego sejmu. W obu przypadkach dokonuje się wyjścia od pierwszo osobowej formy liczby mnogiej, czyli od pozycji suwerennego sprawstwa i wpływu na kształt polityki Polski, po czym płynnie przechodzi się do formy trzeciej osoby liczby mnogiej, czyli obiektywnego, naukowego wyjaśnienia własnego stanowiska, którym próbuje się wymazać nasz wpływ na opisywaną sytuację. W tekście uchwały te momenty wyglądają następująco: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej negatywnie ocenia decyzję Rady Unii Europejskiej z dnia 22 września 2015 r. w sprawie relokacji 120 tys. uchodźców oraz poparcie w głosowaniu na forum Rady Unii Europejskiej przez ówczesny rząd Rzeczypospolitej Polskiej tej decyzji wbrew stanowisku pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej i Rumunii.” Po czym w kolejnych zdaniach formułuje tezę o braku wpływu „na rosnące napięcia społeczne, których przyczyną jest nadmierna fala migracji z Bliskiego Wschodu do Europy”. Pomijając sam fakt językowej nieporadności, to co najbardziej uderza w tym stanowisku to kłamstwo o braku odpowiedzialności za rosnące niepokoje społeczne i narastające napięcia.

Muzułmanie jako kozioł ofiarny

Wspomniane przez polski rząd napięcia społeczne nie mają nic wspólnego z realnie istniejącą możliwością napływu uchodźców do naszego kraju, tylko z jego własną polityką strachu wobec obcych. Z czym mamy do czynienia, czego obawia się Polski rząd i społeczeństwo? Aby udzielić odpowiedzi na te pytania musimy powiedzieć, że współwystępowanie takich zjawisk jak antysemityzm bez Żydów, antycyganizm bez Romów, czy też islamofobię bez muzułmanów wymagają oddziaływań społecznych wspierających mechanizm wytwarzania kozła ofiarnego. Niedawne badania Centrum Badań nad Uprzedzeniami na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego pokazały, że w Polsce jest więcej antysemitów niż Żydów, co drugi Polak wierzy w spisek żydowski, i uważa, że za dużo mówi się o Holokauście. Przy czym należy dodać, że oficjalne statystki urzędu ds. cudzoziemców mówią o 212 tysiącach imigrantów w Polsce (dane ze stycznia 2016 roku). Przy 38 milionach Polaków mamy zatem do czynienia z imigracją na poziomie 0,6 %, co oznacza, że w przypadku liczby cudzoziemców trudno nawet mówić o błędzie statystycznym.

Za przykład wytwarzania kozła ofiarnego niech nam posłuży gdańska konferencja, której organizatorzy postawili imigrantów w roli ofiar bądź sprawców współczesnych procesów patologicznych. Przy czym tezę, o tym że mamy do czynienia ze współczesnymi procesami patologicznymi, czyli stanem chorobowym jakim w oczach organizatorów konferencji są osoby posiadające doświadczenie migracyjne tj. takie, które przemieściły się z jednego miejsca w drugie; stawia się jako bezdyskusyjną. Z cała pewnością organizatorom nie chodziło o oczywistość sprawstwa przemieszczenia się z jednego miejsca w drugie, które trudno uznać za proces stawania się ofiarą. Natomiast jeśli pozostaniemy w ramie normatywnej uczestnictwa imigrantów w patologiach współczesnego świata to dokonamy włączenia w proces społeczny, w którym rozróżnienie na sprawstwo bądź ofiarę traci sens. Mówiąc wprost, uczestnictwo ofiary w procesie patologicznym, może jedynie polegać na znalezieniu się pod wpływem czynników patogennych. Owszem uchodźcy bo o nich była głównie mowa podczas konferencyjnych wystąpień są ofiarami działań zbrojnych w Syrii i innych regionów bliskiego wschodu, ale nie ma to nic wspólnego z imigracją jako zjawiskiem patologicznym. Dotychczas w naukach społecznych przez patologie społeczne rozumiało się czynniki, które zakłócają równowagę społeczną takie jak nieprzestrzeganie ogólnie przyjętych norm i wartości. Są to np. alkoholizm, narkomania, przestępczość, dewiacje seksualne, samobójstwa, czy prostytucja. Czy to nam właśnie próbowali powiedzieć organizatorzy tej konferencji nadając imigracji ramę patologii społecznej? Że tego typu zagrożenia niesie za sobą imigracja? Może chodzi o to, że przemieszczenie się z jednego miejsca i zamieszkanie w innym narusza ogólnie przyjęte normy i wartości?

Niemniej omawiany tutaj przykład nie byłby symptomatyczny dla atmosfery w jakiej dyskutuje się w Polsce o uchodźcach, gdyby nie fakt, że język zagrożenia epidemiologicznego oraz medykalizacja zagrożenia jakie niosą, ze sobą uchodźcy stał się udziałem mainstreamowej debaty. Jeszcze w ubiegłym roku Jarosław Kaczyński nawiązując do kwestii przyjęcia przez Polskę uchodźców miał powiedzieć: – To są kwestie związane z różnego rodzaju niebezpieczeństwami w tej sferze. Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować... Ale sprawdzić trzeba.

Następnie prezes Prawa i sprawiedliwości wyjaśnił, że mówiąc o uchodźcach miał na myśli muzułmanów. Innymi słowy prezes rządzącej obecnie w Polsce partii politycznej mówiąc o różnicy kulturowej (obcości muzułmanów) miał na myśli zagrożenie biologiczne. W sytuacji kiedy nawiązując do różnicy kulturowej zaczynamy mówić o różnicy biologicznej, zaczynamy mieć do czynienia z rasizmem. Podobnie choć nieco subtelniej dokonuje się urasowienia imigrantów w dyskursach akademickich, które procesy imigracyjne opisują jako patogenezę choroby świata. Bo z tym mieliśmy, między innymi do czynienia ostatnio na Uniwersytecie Gdańskim, kiedy organizatorzy konferencji naukowej nadając ramy imigracji posłużyli się sformułowaniem: „Patologie Współczesnego Świata. Imigranci - ofiary czy sprawcy patologicznych procesów współczesnych?”. Później było już tylko gorzej, w pewnym momencie jeden z profesorów i zarówno gospodarz konferencji opisując kolor skóry muzułmanów użył zwrotu, że są „lekko podwędzani” oraz usprawiedliwiał przedwojenny antysemityzm.

Ujmowanie takich zjawisk społecznych jak imigracja, a dokładniej imigrantów rozpoznawanych jako muzułmanie w ramy terminów medycznych takich jak patologie, choroby i zagrożenie epidemiologiczne nawiązuje wprost do znanego z XX wieku antysemityzmu. Stąd też wspomniane na początku społeczne zaplecze do adaptacji nowej odsłony antysemityzmu, gotowe jest wchłonąć na wspólnym gruncie rasową niechęć do semitów, którymi są także arabowie. W końcu to nie wyobrażeni „My” mordowaliśmy Żydów ale „Oni” (Niemcy). Niechęć do muzułmanów przebraną w kulturowe zagrożenie dla Polski i chrześcijaństwa, trudniej złapać na ekscesie rasistowskim. Jednak jak pokazują przykłady z polskiej debaty na temat uchodźców, z łatwością można się zorientować jak kod kulturowy na temat Islamu płynnie przechodzi w dyskursie publicznym w kod biologiczny, mówiący o zagrożeniu dla polskiej tkanki społecznej i zdrowia narodu. W takim duch wypowiadał się czasie kampanii prezydenckiej Paweł Kukiz, mówiący o tym, że (polski) byt etniczny może zostać zagrożony. Zresztą jak zobaczymy dalej dyskurs higieny i czystości staję się już w niektórych miejscach Polski elementem obowiązującego prawa.

Tego typu działania i praktyki akademickie wpisują imigrantów (w tym uchodźców i muzułmanów) w mechanizm wytwarzania kozła ofiarnego, bo jak inaczej rozumieć alternatywę między ofiarą bądź sprawcą współczesnych procesów patologicznych, czy też alarmowanie o epidemiologicznym zagrożeniu?

Mechanizm kozła ofiarnego polega na tym, że określona grupa społeczna w momencie zagrożenia, kryzysu bądź dezintegracji w celu powrócenia do stanu utraconej równowagi, znajduje sobie ofiarę, która staje się przedmiotem zbiorowej agresji całej grupy. Agresja wobec kozła ofiarnego może przybierać różne postacie oprócz zagrożenia życia i przemocy fizycznej jest to również wykluczenie symboliczne dokonujące się np. w obszarze języka. Często temu zjawisku towarzyszą uzasadnienia i wyjaśnienia, że ofiara ponosi winę za nieszczęście lub niebezpieczeństwo, które spowodowało kryzys i dezintegrację grupy. Przy czym warto zauważyć, że kozioł ofiarny w uzasadnieniach agresji przybiera zarówno postać ofiary jak i sprawcy, ponieważ sprawcę też należy ukarać dla dobra społeczności. Ideologiczny model kozła ofiarnego stara się podkreślić, że grupa, która staje się kozłem ofiarnym nie jest niewinną i bezradną mniejszością, ale społecznością, która jest silna, przebiegła i niebezpieczna. Agresja nie ustaje nawet w przypadku rozładowania społecznych napięć.

Warto zwrócić uwagę jeszcze na to, że mechanizm ten posiada dwa komponenty estetyczny i instrumentalny i tak np: Żydzi byli nazywani patologią społeczną- robactwem, szczurami (element estetyczny), ale jednocześnie byli przebiegłymi bankierami i lichwiarzami (element instrumentalny). Muzułmanie z kolei porównywani są do zalewającej Europę fali , ciapatych, dzikusów (estetyka) a jednocześnie są chytrzy i niebezpieczni jako terroryści, gwałciciele i Ci, którzy idą po nasz mityczny socjal. Uprzedzenia tego rodzaju, są niezależne od stanu faktycznego, muzułmanie w Polskich mediach przedstawiani są jako posiadający niebezpieczne zdolności i złe intencje. W tej ideologii próbuje się wpłynąć na nasze zachowanie i wyobrażenia, zastępując tym samym społeczne roszczenia dotyczące frustracji wynikających z braku zaspokojenie podstawowych potrzeb. Posługiwanie się ideologią kozła ofiarnego ma także charakter formacyjny, podtrzymuje zaangażowanie i pozwala na konstruowanie bytu narodowego z silnym komponentem nacjonalistycznym, który opiera się na budowaniu opozycji przyjaciel – wróg. Zresztą tego typu narrację obserwujemy w Polsce w powtarzanych i odmienianych na wszelkie możliwe przypadki przez rząd nawiązaniach do figury suwerena i suwerenności. Wygląda to trochę jakby polscy politycy naczytali się Carla Schmitta i zrozumieli z niego tylko te dwa wyrazy: suweren/suwerenność. Mimo, to należy przyznać, że narastające przypadki rasistowskich ataków na imigrantów w Polsce potwierdzają skuteczność ideologii kozła ofiarnego i pozwalają na podtrzymywanie zaangażowania.

Wiktymizacja uchodźców

Będące składową mechanizmu kozła ofiarnego wykluczenie symboliczne wzmacniane jest w obszarze języka poprzez wiktymizację ofiar. Umieszczanie ludzi uciekających przed wojną i głodem w ramę patologicznych procesów, można uznać za tego rodzaju proces. Imigranci stają się zatem ofiarami przemocy języka. Bo tym właśnie jest dokonywane w polskiej debacie publicznej włączenie imigrantów i imigracji w kontekst uczestnictwa w procesach chorobowym.

W przypadku uchodźców wiktymizacja ma miejsce, kiedy dochodzi do ataków na cudzoziemców, rozpoznawanych jako potencjalni uchodźcy. Figura uchodźcy pełni w nich jedynie rolę fasadowego pretekstu do użycia siły, racjonalizacje powstają wtórnie do agresji, są raczej ich przyczyną. Mam tutaj na myśli to, że z punktu widzenia sprawcy krzywdzi on imigranta dlatego, że jest on winny, a nie z powodu własnych uprzedzeń.

Bezprawne zatrzymanie i napaść przez pracowników agencji ochrony na legalnie przebywającego w Polsce Syryjczyka w Zgorzelcu najlepiej ilustruje, skrywane za mechanizmem wiktymizacji intencje, w oświadczeniu grupy „Fenix” występują wszystkie wspomniane wyżej mechanizmy: „Po ujęciu mężczyzny, okazało się, że nie jest on obywatelem RP i nie posiada przy sobie dokumentów wydanych przez organy właściwe na terenie RP, zezwalające na pobyt na terenie naszego kraju (napaść i wskazanie winy ofiary). Pochodzenie zatrzymanego, wskazywało na tereny objęte konfliktem z ISIS, stąd nasi pracownicy podjęli decyzję o zawiadomieniu odpowiednich służb –tj. Straż Graniczna. Nie widzimy w tym zachowań o podłożu rasistowskim a jedynie uzasadnione obawy, mające na uwadze wydarzenia z 2015 roku m.in. z Paryża (uzasadnienie dokonane po napaści).

Społeczną wtórną wiktymizację w przypadku ofiar napaści dokonuje się poprzez komentarze umieszczone na stronach internetowych czy portalach, które nawet w przypadku informacji opisujących akty agresji wymierzone w imigrantów, chwalą sprawców, a ofiary opisują posługując się zawistnymi i pogardliwymi  uprzedzeniami, skutkującymi potępieniem i stygmatyzacją. Zjawiskiem współwystępującym w takiej stygmatyzacji jest publikowane wizerunku ofiar napaści i przemoc symboliczna. W przypadku grupy „Fenix”, było to opublikowanie zdjęcia  zatrzymanego cudzoziemca i pochwalenie się na swoim internetowym profilu z dokonanego aktu agresji. Niemniej tego typu przypadki zdarzają się w Polsce nagminnie w przypadku Romów rumuńskich, których wizerunki stały się symbolem żebractwa i co roku przed turystycznym sezonem ilustrują większość tekstów pokazujących biedę i wykluczenie ekonomiczne.

Mowa nienawiści

Z powyższej analizy wynika, że wyjątkowo groźnym zjawiskiem jest występowanie w dyskursie publicznym przekazów szerzących uprzedzenia i atakujących mniejszości. Ostatnio nie ma właściwie tygodnia, w którym nie docierały by do nas takie przekazy, prawicowe media prześcigają się w pomysłach na straszenie polskiego społeczeństwa zalewającą nas falą imigrantów i  straszeniem muzułmańskim zagrożeniem terrorystycznym. Nie oznacza to od razu istnienia prostego determinizmu między propagowaniem uprzedzeń i nawoływaniem do przemocy względem imigrantów, ale jak wskazują badacze tego zjawiska dyskurs nienawiści stanowi istotny czynnik zwiększający szansę wystąpienia radykalnych działań. Niepokojącym zjawiskiem jest wejście mowy nienawiści do głównego nurtu debaty publicznej, odbywające się poprzez walkę z polityczną poprawnością, nazywaną przez prawicowe elity lewicową cenzurą. W maju tego roku Beata Szydło zlikwidowała Radę do spraw Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi Nietolerancji wyjaśniając, że jej dalsze funkcjonowanie w opinii prezesa rady ministrów jest bezcelowe.

W przypadku interesującego nas problemu dotyczącego mowy nienawiści skierowanej wobec muzułmanów, cechą kwalifikującą część publicznego dyskursu do tej kategorii są te wypowiedzi, której przypisują muzułmanom szczególnie negatywne cechy lub wzywają do działań dyskryminacyjnych. Do tej kategorii zaliczyć można próby opisania muzułmanów poprzez medykalizację, patologizację oraz inne działania mające na celu wzmocnienie postrzegania tożsamości kulturowej jako naturalnej (biologicznej) tj. przypisanej, a nie będącej wynikiem decyzji. Przy czym przypisanie tych cech jako naturalnych dokonywane jest z pominięciem głosu muzułmanów, naturalność zostaje im narzucana przez osoby reprodukujące uprzedzenia.

W Polsce mamy do czynienia z eskalacją mowy nienawiści. Dostrzeżenie znaczenia jakościowej zmiany, w jakiej pojawiają się internetowe wpisy jest tutaj bardzo istotne, pozwala nam przyglądać się społecznym fantazjom i postawom pozbawionym cenzury i hamulców. Przez długi czas tego rodzaju wpisy przyjmowały anonimową postać, osoby nawołujące do nienawiści nie chciały ujawniać swojego wizerunku i podpisywać się imieniem i nazwiskiem. Tym czasem od pewnego momentu, to co było elementem wstydu i perwersyjnej fantazji, staje się obecnie w Polsce częścią naszego publicznego wizerunku, czyli tego, jak chcemy, aby widzieli nas inni.  Do tej pory to, co mówiliśmy publicznie, podlegało naszej wewnętrznej cenzurze - bardzo rzadko ktoś otwarcie mówił o wysyłaniu ludzi do komór gazowych, o mordowaniu innych, czy też o konieczności uruchomienia krematoriów w Auschwitz dla muzułmańskich uchodźców. Doszło jednak do istotnego przesunięcia - to, co do tej pory było obciachowe, wstydliwe, nie do wypowiedzenia (chyba że przy piwie z kumplami, lub we własnych myślach), stało się częścią dyskursu publicznego, składową tożsamości wspólnoty narodowej. Ludzie otwarcie, z imienia i nazwiska przyznają się do rasizmu, islamofobii, antysemityzmu i ksenofobii; najgorsze wulgaryzmy, pełne nienawiści komentarze, fantazje na temat tego, co "im" zrobimy, wyszły na światło dzienne. Język debaty publicznej oraz protestu społecznego przestał jakiś czas temu służyć do dyskusji, lecz stał się formą wyrażenia nienawiści wobec  obcego kulturowo muzułmanina. Niepokojące jest rosnące przyzwolenie społeczne na tego typu zachowania, w przypadku gdy policja i prokuratura nie reagują, to mamy problem zarówno instytucjonalny jaki i społeczny. Niemniej poprawność polityczna nie zanika w polskiej debacie publicznej, z tym ,że dzisiaj praktycznie bezkarnie można krzyczeć: „Jebać Islam”, „Wy macie meczety, my mamy maczety” albo „Zrobimy z wami to co Hitler z Żydami”; islamofobia wraz z antysemityzmem stają się także częścią języka elit politycznych ,a jednak mimo to, za obrazę (katolickich) uczuć religijnych można zostać pozbawionym wolności i publicznie ukaranym.

Ludzie, którzy są gotowi publicznie wypowiadać groźby, są również gotowi wprowadzić je w czyn. Tak było niedawno w Gdańsku, gdzie grupa kiboli najpierw zagroziła romskiej rodzinie atakiem, po czym po trzech godzinach wróciła i ataku dokonała. To, że omal nie doszło pogromu oddaje relacja jednego z poszkodowanych: - Ukryliśmy się wszyscy w lesie, moja córka musiała zasłaniać usta swojemu rocznemu dziecku aby nie płakało. Baliśmy się, że ci bandyci nas usłyszą i po nas pobiegną.- relacjonuje Contstantin. – Chowaliśmy się w lesie do 4:00 rano, cała noc nie spaliśmy. Co mamy teraz zrobić, gdzie mamy pójść, nie możemy tu zostać. Nie jest bezpiecznie.

Do tego należy dodać, że do napaści doszło pomimo, że służby policji zostały poinformowane o zagrożeniu kilka godzin przed napaścią i je zignorowały.

Polityka tożsamości

Jedną ze składowych polskiej tożsamości narodowej jest religia chrześcijańska. Jeśli uznajemy światopogląd religijny za uczucie, które należy szczególnie chronić, to w istocie uznajemy pewne roszczenia światopoglądowe za szczególnie niepodważalne i trwale wpisane w czyjąś tożsamość (urasowienie religii). Wtedy krytyka czyjegoś poglądu staje się atakiem na tożsamość drugiego człowieka. Robi się natomiast niebezpiecznie jeśli krytyka jakiejś religii stając się dobrem osobistym jej wyznawcy, zagraża wolności krytykującego, który może być z tego powodu pozbawiony wolności. Oznacza to, że przestajemy traktować język jako miejsca konfliktu i sporu a zaczynamy traktować go już wyłącznie jako akt tworzenia siebie poprzez mówienie. Jeśli nie możemy już się o coś spierać to konflikt sprowadza się do zderzenia tożsamości, mamy wtedy już tylko możliwość wygrania konfliktu poprzez zniszczenie albo ograniczenie czyjejś tożsamości. To właśnie miało miejsce w Paryżu, kiedy zamachowcy zamienili słowa i możliwość spierania się na karabin i kule (Charlie Hebdo). Mimo wszystko atak w Paryżu był zamachem na wolność słowa, a w Polsce jest to prawem (Art. 196 Kodeksu Karnego „obraza uczuć religijnych”) – prawem do niszczenia czyjegoś życia dlatego, że myśli o jakiejś religii inaczej, niż osoba w nią wierząca. W Polsce zamieniamy możliwość toczenia sporu i konfliktu o religii w przemoc sądowego i policyjnego aparatu ścigania.

W takiej sytuacji słowa przestają mieć znaczenie, ludzie zamiast ze sobą rozmawiać mogą jedynie wzajemnie się obrażać i atakować. Natomiast konflikt polityczny zaczyna przybierać kształt rytuału tożsamościowego, nie spieramy się już o racje, lecz o to kim jesteśmy. Pamiętam jak całkiem niedawno próbowałem rozmawiać z osobą o prawicowych poglądach na temat polityki imigracyjnej, dialog jednak nie był możliwy ponieważ mój rozmówca zamiast koncentrować się na przedmiocie sporu, próbował jedynie określić kim jestem i jak nazwać moje poglądy.

Mając do czynienia z polityką tożsamości, w której identyfikacja innego, odbywa się poprzez odwoływanie się do higieny społecznej i dbałości o przetrwanie homogenicznej polskiej tkanki społecznej, politykę traktuje się jako estetykę. W tym języku  odwoływanie się do norm i wartości, traci uniwersalny wymiar, a zaczyna być traktowane partykularnie, jako to co nas dzieli, jako część interesu narodowego. Polscy politycy mogą zatem bezceremonialne twierdzić, że Polska, o ile przyjmie jakiegoś uchodźcę, to zrobi to pod warunkiem, że będzie on chrześcijaninem. Odwoływanie się do dyskursu higieny i czystości, połączone z patologizacją i straszeniem zagrożeniem epidemiologicznym, pozwala traktować przestrzeń społeczną jako obszar zarządzania, tym co może być w niej widzialne i stać się częścią współodczuwania. Do takiego języka odwołali się warszawscy radni, wprowadzając przepisy pozwalające na usuwanie bezdomnych ze środków komunikacji miejskiej. W regulaminie zapisano „osoby wywołujące odczucie odrazy otoczenia mogą być usunięte przez obsługę pojazdu”.

Nie sposób zignorować opisywane wydarzenia i traktować je jako peryferie naszego języka, problem polega na tym, że stanowią one centrum dzisiejszego dyskursu w Polsce. Powinniśmy zdać sobie sprawę, ze skali niebezpieczeństwa wynikającego z wykluczenia obcych i wpuszczenia na salony polskiej polityki kulturowego rasizmu. Wystarczyło zaledwie kilka miesięcy, aby ksenofobiczne hasło nawiązujące do odsieczy wiedeńskiej: „ Witajcie w piekle zbłąkane owieczki”, stało się rzeczywistością dla imigrantów w Polsce. A nasz rząd idąc w sukurs nacjonalistom, w tym samym czasie planował pokazanie podczas Światowych Dni Młodzieży inscenizacji  zwycięstwa chrześcijaństwa nad islamem.

 Tomasz Nowicki

*Tekst pierwotnie ukazał się w papierowym wydaniu Le Monde Diplomatique w czerwcu 2016

 

Skomentuj

Romowie w Gdańsku
Romowie w Gdańsku

Polecamy stronę nieformalnej grupy wsparcia Romów Rumuńskich w Gdańsku: Romowie w Gdańsku

Konsultacje doradcy zawodowego
Konsultacje doradcy zawodowego

Chcemy Was prosić o pomoc! Nasz wolontariusz EVS Anıl Gozoglu kończy w połowie sierpnia swój projekt. Kończy się także jego wiza na pobyt w Polsce. W związku z niepewną sytuacją polityczną w Turcji chciałby zostać w naszym kraju. Do tego niezbędne jest zatrudnienie. Szukamy intensywnie pracy, niestety na razie bez rezultatu. Anil jest zdeterminowany i gotowy na podjęcie pracy. Posiada doświadczenie w realizacji projektów europejskich, jest fotografem, grafikiem komputerowym, potrafi tworzyć i programować strony internetowe. Wyniki jego pracy możecie zobaczyć na stronie: anilgozoglu.com 
Jest gotowy na nabywanie nowych kompetencji, praca nie musi być związana z grafiką i fotografią. Liczymy na wasze wsparcie!

Kontakt:Fundacja Pokolenia


Ogłoszenia
Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.